niedziela, 28 września 2014

Prolog

|NaNa|
Kierowałam się w stronę domu. Było już ciemno, ale mimo tego czułam się swobodnie. Szłam powoli, ale z czasem zaczęły denerwować mnie kroki za sobą. Westchnęłam przeciągle i zaczęłam przyśpieszać. Pomimo że mój ojciec jest bogaty, pracowałam sobie dorywczo w kawiarni, gdzie serwują BubbleTea. Pracę zawsze kończyłam późnym zmrokiem. Mój jakże kochany ojciec, postanowił, że po ostatnim porwaniu mojej osoby muszę mieć ochroniarza. Więc padło na MinWoo. Przez niego nawet na randki nie mogłam się umawiać.
- Że też ojciec musiał mi przydzielić tego fagasa... - mrugnęłam zezłoszczona.
Mężczyzna również przyśpieszył. W końcu zaczęłam biec. Skręciłam w dwie uliczki i wpadłam na kogoś. Spojrzałam w jego ciemnobrązowe oczy. Dopiero po chwili spostrzegłam jego kolor włosów. Były tęczowe. Przez chwilę ogarnęło mnie wrażenie, że kojarzę jego rysy twarzy. Prawdopodobnie ze zdjęć ojca, które stoją w jego gabinecie. Otrząsnęłam się i schowałam za nim, słysząc kroki swojego „prześladowcy”. Nazywałam go tak, ponieważ nie cierpię.
- Proszę, powiedz, że mnie tu nie ma – szepnęłam.
Po chwili powiedział to, o co prosiłam i wskazał mu inny kierunek. Ten mu podziękował i pobiegł. Odetchnęłam z ulgą i odsunęłam się od chłopaka.
- Bardzo dziękuję Oppa – uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co – zaśmiał się.
- Jak mogę ci się odwdzięczyć? - zapytałam.
- Nie musisz – powiedział. - Ale BubbleTea możesz zawsze postawić.
- Kiedy?
- Kiedy masz czas?
- W sumie jestem zawsze od 15 wolna, więc możesz przyjść do kawiarni SUN, kiedy masz ochotę – przytaknęłam.
- Długo tam będziesz? - zapytał.
- Do zamknięcia.
- To widzimy się jutro... - zaciął się.
- NaNa. Kim NaNa – ukłoniłam się lekko.
- To do jutra – powiedział i odszedł.
Westchnęłam i zaczęłam iść w stronę domu.

Przez całą drogę myślałam o tym chłopaku. Kiedy otwarłam drzwi, usłyszałam głośny krzyk ojca.
- NANA! - zamknęłam drzwi i ściągnęłam obuwie.
- Wróciłam. Cała i zdrowa – weszłam do salonu.
Ojciec siedział w fotelu z miną, która nie wróżyła nic dobrego. Do tego stał obok niego ten szatyn.
- Jak mogłaś znowu uciec?! Pytam się jak?! - wrzasnął.
- Nie rozumiesz tego, że chce być zwyczajną nastolatką taką jak HyeKi?! - zezłościłam się.
- Ale jesteś moją córką!
- Matka by mnie zrozumiała! - wpadłam w szał i pobiegłam do swojego pokoju.
- Siedem światów... ale nie mam wyboru... - usłyszałam jego westchnięcie.
Zatrzymałam się przed drzwiami do pokoju, ponieważ stanął przede mną MinWoo.
- Czego chcesz?! - warknęłam.
- Wracaj do ojca. Musi ci coś powiedzieć – odwrócił mnie i popchał do ojca.
Mężczyzna już w podeszłym wieku siedział ze skruszona miną i wpatrywał się we mnie.
- NaNa. Spakuj się, przez jakiś czas będziesz mieszkała z jednym z moich zespołów. A HyeKi przekaż, że zostaje Trainee w jednym zespole i ma się spakować. Rano podjedziemy po nią – powiedział.
- Że co?! Ja w sama z całym zespołem facetów? Jeny pięć facetów i tylko ja z HyeKi! - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Nie ważne. Pakuj się – spojrzał na mnie poważnie.
- Yes sir! - odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju.
Rzuciłam torbę w kąt i zadzwoniłam do HyeKi.
- Rano masz być spakowana. Podjeżdżam po ciebie. Została Trainee! - zaśmiałam się.
- Jeny! Super! Dziękuję kochana! - krzyknęła i rozłączyła się.
Uśmiechnęłam i zaczęłam się pakować.

Około 9 rano podjechaliśmy pod dom mojej przyjaciółki. Wsiadła do naszego samochodu i uśmiechnęła się szeroko. Od razu ją przytuliłam i uśmiechnęłam się.
- Miło cię widzieć – mruknęłam.
Szatynka odsunęła się ode mnie i przywitała się z moim ojcem.
- Dziękuję pan bardzo. Nie wiem, jak mogę wyrazić moją wdzięczność.
- Nie musisz.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, zmieszałam się. To nie był typowy dorm. To była willa. Wysiedliśmy i ojciec zaprowadził nas do środka. Obie rozglądałyśmy się i kiedy weszłyśmy do salonu, gdzie było 12 chłopaków. O mało co nie upadłam.
- Chyba sobie żartujesz tato! - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- NaNa – spojrzał na mnie poważnie. - Chłopaki. Od tej pory macie Trainee w postaci HyeKi. A to moja córka NaNa, liczę, że dobrze się nią zajmiecie.
Przeleciałam wzrokiem po wszystkich i zatrzymałam się na chłopaku o tęczowych włosach.
- Ty?! - powiedzieliśmy jednocześnie.
- Znacie się? - odezwał się za mną szatyn.
Zaśmiałam się nerwowo.
- Ten oto nieznajomy, pomógł mi uciec przed tobą – uśmiechnęłam się chytrze.
- Jaki tam nieznajomy! Jestem Sehun! - zaśmiał się.
- Dobra. Koniec. MinWoo codziennie od rana, NaNa jest na twojej głowie. A reszta sio po bagaże! Teraz. Kris, zaczekaj – powiedział ojciec.
- Słucham pana – podszedł szatyn do nas.
- Zaprowadź je do pokoju – rozkazał.
- oczywiście – wskazał ruchem ręki na korytarz.
Szturchnęłam łokciem przyjaciółkę, bo wiedziałam, że coś jej się w głowie przewróciło od tego testosteronu.
- A tak, już – powiedziała szybko.
Chłopak pokazał nam pokój. Uśmiechnęłyśmy się do niego, jak i do reszty, ponieważ oni przynieśli nasze rzeczy. A tego było dosyć sporo, ponieważ ja jestem na ostatnim roku w liceum, czyli klasa maturalna, matura.
- HyeKi... weź mnie dobij...- jęknęłam, leżąc twarzą do poduszki.
- Nie będzie wcale aż tak źle...

- Wątpię...