|NaNa|
Kierowałam się w stronę
domu. Było już ciemno, ale mimo tego czułam się swobodnie. Szłam
powoli, ale z czasem zaczęły denerwować mnie kroki za sobą.
Westchnęłam przeciągle i zaczęłam przyśpieszać. Pomimo że mój
ojciec jest bogaty, pracowałam sobie dorywczo w kawiarni, gdzie
serwują BubbleTea. Pracę zawsze kończyłam późnym zmrokiem. Mój
jakże kochany ojciec, postanowił, że po ostatnim porwaniu mojej
osoby muszę mieć ochroniarza. Więc padło na MinWoo. Przez niego
nawet na randki nie mogłam się umawiać.
- Że też ojciec musiał
mi przydzielić tego fagasa... - mrugnęłam zezłoszczona.
Mężczyzna również
przyśpieszył. W końcu zaczęłam biec. Skręciłam w dwie uliczki
i wpadłam na kogoś. Spojrzałam w jego ciemnobrązowe oczy. Dopiero
po chwili spostrzegłam jego kolor włosów. Były tęczowe. Przez
chwilę ogarnęło mnie wrażenie, że kojarzę jego rysy twarzy.
Prawdopodobnie ze zdjęć ojca, które stoją w jego gabinecie.
Otrząsnęłam się i schowałam za nim, słysząc kroki swojego
„prześladowcy”. Nazywałam go tak, ponieważ nie cierpię.
- Proszę, powiedz, że
mnie tu nie ma – szepnęłam.
Po chwili powiedział to,
o co prosiłam i wskazał mu inny kierunek. Ten mu podziękował i
pobiegł. Odetchnęłam z ulgą i odsunęłam się od chłopaka.
- Bardzo dziękuję Oppa
– uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co –
zaśmiał się.
- Jak mogę ci się
odwdzięczyć? - zapytałam.
- Nie musisz –
powiedział. - Ale BubbleTea możesz zawsze postawić.
- Kiedy?
- Kiedy masz czas?
- W sumie jestem zawsze
od 15 wolna, więc możesz przyjść do kawiarni SUN, kiedy masz
ochotę – przytaknęłam.
- Długo tam będziesz? -
zapytał.
- Do zamknięcia.
- To widzimy się
jutro... - zaciął się.
- NaNa. Kim NaNa –
ukłoniłam się lekko.
- To do jutra –
powiedział i odszedł.
Westchnęłam i zaczęłam
iść w stronę domu.
Przez całą drogę
myślałam o tym chłopaku. Kiedy otwarłam drzwi, usłyszałam
głośny krzyk ojca.
- NANA! -
zamknęłam drzwi i ściągnęłam obuwie.
-
Wróciłam. Cała i zdrowa – weszłam do salonu.
Ojciec
siedział w fotelu z miną, która nie wróżyła nic dobrego. Do
tego stał obok niego ten szatyn.
-
Jak mogłaś znowu uciec?! Pytam się jak?! - wrzasnął.
-
Nie rozumiesz tego, że chce być zwyczajną nastolatką taką jak
HyeKi?! - zezłościłam się.
-
Ale jesteś moją córką!
-
Matka by mnie zrozumiała! - wpadłam w szał i pobiegłam do swojego
pokoju.
-
Siedem światów... ale nie mam wyboru... - usłyszałam jego
westchnięcie.
Zatrzymałam
się przed drzwiami do pokoju, ponieważ stanął przede mną MinWoo.
-
Czego chcesz?! - warknęłam.
-
Wracaj do ojca. Musi ci coś powiedzieć – odwrócił mnie i
popchał do ojca.
Mężczyzna
już w podeszłym wieku siedział ze skruszona miną i wpatrywał się
we mnie.
-
NaNa. Spakuj się, przez jakiś czas będziesz mieszkała z jednym z
moich zespołów. A HyeKi przekaż, że zostaje Trainee
w jednym zespole i ma się spakować. Rano podjedziemy po nią –
powiedział.
-
Że co?! Ja w sama z całym zespołem facetów? Jeny pięć facetów
i tylko ja z HyeKi! - spojrzałam na niego zdziwiona.
-
Nie ważne. Pakuj się – spojrzał na mnie poważnie.
-
Yes sir! - odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju.
Rzuciłam
torbę w kąt i zadzwoniłam do HyeKi.
-
Rano masz być spakowana. Podjeżdżam po ciebie. Została Trainee! -
zaśmiałam się.
-
Jeny! Super! Dziękuję kochana! -
krzyknęła i rozłączyła się.
Uśmiechnęłam
i zaczęłam się pakować.
Około
9 rano podjechaliśmy pod dom mojej przyjaciółki. Wsiadła do
naszego samochodu i uśmiechnęła się szeroko. Od razu ją
przytuliłam i uśmiechnęłam się.
-
Miło cię widzieć – mruknęłam.
Szatynka
odsunęła się ode mnie i przywitała się z moim ojcem.
-
Dziękuję pan bardzo. Nie wiem, jak mogę wyrazić moją
wdzięczność.
-
Nie musisz.
Kiedy
dojechaliśmy na miejsce, zmieszałam się. To nie był typowy dorm.
To była willa. Wysiedliśmy i ojciec zaprowadził nas do środka.
Obie rozglądałyśmy się i kiedy weszłyśmy do salonu, gdzie było
12 chłopaków. O mało co nie upadłam.
-
Chyba sobie żartujesz tato! - spojrzałam na niego błagalnym
wzrokiem.
-
NaNa – spojrzał na mnie poważnie. - Chłopaki. Od tej pory macie
Trainee w postaci HyeKi. A to moja córka NaNa, liczę, że dobrze
się nią zajmiecie.
Przeleciałam
wzrokiem po wszystkich i zatrzymałam się na chłopaku o tęczowych
włosach.
-
Ty?! - powiedzieliśmy jednocześnie.
-
Znacie się? - odezwał się za mną szatyn.
Zaśmiałam
się nerwowo.
-
Ten oto nieznajomy, pomógł mi uciec przed tobą – uśmiechnęłam
się chytrze.
-
Jaki tam nieznajomy! Jestem Sehun! - zaśmiał się.
-
Dobra. Koniec. MinWoo codziennie od rana, NaNa jest na twojej głowie.
A reszta sio po bagaże! Teraz. Kris, zaczekaj – powiedział
ojciec.
-
Słucham pana – podszedł szatyn do nas.
-
Zaprowadź je do pokoju – rozkazał.
-
oczywiście – wskazał ruchem ręki na korytarz.
Szturchnęłam
łokciem przyjaciółkę, bo wiedziałam, że coś jej się w głowie
przewróciło od tego testosteronu.
-
A tak, już – powiedziała szybko.
Chłopak
pokazał nam pokój. Uśmiechnęłyśmy się do niego, jak i do
reszty, ponieważ oni przynieśli nasze rzeczy. A tego było dosyć
sporo, ponieważ ja jestem na ostatnim roku w liceum, czyli klasa
maturalna, matura.
-
HyeKi... weź mnie dobij...- jęknęłam, leżąc twarzą do
poduszki.
-
Nie będzie wcale aż tak źle...
-
Wątpię...